Jak przestać być mięczakiem?
Jedną z przyczyn bycia mięczakiem w życiu, a co za tym idzie - wobec kobiet, jest brak własnego zdania czyli bezkrytyczne podążanie za opiniami, bądź naśladowanie ludzi, którzy: a) są sławni, b) twierdzą że są ekspertami, c) mają wyższą pozycję niż Ty.
Eleganckie uwodzenie tak naprawdę nie jest dla mężczyzn, którzy szukają szybkich rozwiązań. Bo nie ma w tej materii szybkich rozwiązań. Uwodzenie kobiet, to nie mechanika pojazdowa, w której ilość wariantów naprawy jest stosunkowo mała. Posługując się wciąż samochodową analogią - jesteś jedynym modelem jedynej marki, w promieniu przynajmniej 2 tysięcy kilometrów, pośród milionów innych, równie unikalnych egzemplarzy. Seryjne rozwiązania będą więc nieskuteczne.
Co zatem będzie skuteczne? Zrozumienie jak działa Twój egzemplarz i jakie ma błędy w mechanice emocjonalnej. A potem wdrażanie korekt w oparciu o to zrozumienie. Na tym polega tworzenie zdrowej inner game, gry wewnętrznej. Również w kontekście pozbywania się "mięczakowatości".
Jak wspomniałem powyżej, nie ma serii uniwersalnych dla każdego zasad, którymi powinieneś podążać, za to są generalne wskazówki, które trzeba głębiej rozważyć, aby zrozumieć własne źródło "mięczakowatości". I na tej podstawie ustalić swój własny program działania.
Przede wszystkim, musisz zrozumieć kilka spraw.
To kim obecnie jesteś, kształtowało sie przez (ile masz lat?) __ lat życia. Neuronalne skojarzenia, które kierują Twoimi reakcjami emocjonalnymi można zmienić, ale nie stanie się to w ciągu kilku dni. Nie zajmie to też wielu miesięcy, niemniej jednak - nie wydarzy się od razu.
Zmiana nie może się odbywać przez walkę z dotychczasowymi przyzwyczajeniami, a przez akceptację tego kim dotychczas byłeś. Każda walka ze sobą umacnia to z czym chcemy walczyć. Akceptacja pozwala na przygotowanie do zmiany. Były sytuacje w których byłeś za miękki? Trudno. To już przeszłość. Nie znałeś lepszych rozwiązań, nie z Twojej winy tak było, ale tylko dzięki Tobie może się to zmienić.
Nie można dążyć do zmiany o 180 stopni, zanegowania tej części osobowości. Przy głębszej analizie może się okazać, że są w niej elementy niezwykle cenne. Jedną z cech mojej osobowości jest na przykład to, że jestem wrażliwym facetem. Kiedyś, kiedy nie byłem jeszcze ani asertywny, ani pewny siebie, obwiniałem właśnie wrażliwość za bycie mięczakiem. Zgrywanie twardziela przyniosło mi wtedy więcej szkody niż pożytku. Po serii zmian, uważam teraz wrażliwość za jeden z cenniejszych darów. Bo dzięki niej mogę zrozumieć kobiety na o wiele głębszym poziomie. Ta sama cecha, w innym kontekście, zupełnie zmieniła znaczenie.
Jakie mogą być skutki bycia mięczakiem?
Wspomniany brak szacunku do samego siebie, to generalny objaw, razem z wyrzutami pod własnym adresem - "No i znowu nie miałem jaj na tyle, aby..."
Przypomnij sobie z własnego życia sytuacje, w których "nie miałeś jaj", aby zrobić coś czego bardzo chciałeś. Sięgnij pamięcią wstecz, czy były wśród nich niektóre z poniższych sytuacji:
- Po raz kolejny, widząc interesującą kobietę, nie podszedłeś aby z nią porozmawiać, mimo że wszystkie warunki temu sprzyjały.
- Nie miałeś odwagi powiedzieć szefowi, aby traktował Cię z szacunkiem.
- Po raz kolejny chciałeś zrzucić wagę i podjąć dietę/ćwiczenia na siłowni, a skończyło się na dwóch treningach.
- Zbierałeś baty w pracy za czyjeś nieprzemyślane decyzje, ale sam nie przejąłeś inicjatywy.
- Marzyło Ci się kupno samochodu, ale jak na razie nie odłożyłeś ani złotówki, ani też nie pogadałeś z bankiem o kredycie, gdyż nie ufałeś swoim możliwościom spłaty.
- Po raz tysięczny mówiłeś słowa "tak kochanie, masz rację, przepraszam", mimo że wewnętrznie czułeś, że nic nie zrobiłeś źle.
- W towarzystwie, zdarzało Ci się naśladować zachowania najbardziej prominentnej osoby, zamiast bawić się tak jak lubisz.
- Rzadko zabierałeś głos i dawałeś się przegadać innym, gdyż nie byłeś w pełni przekonany do swoich racji.
- Miałeś setki planów na życie, ale wciąż trzymałeś się realizacji planu, który ustalił dla Ciebie ktoś inny, na przykład trzymając się kurczowo pracy, której nie cierpisz.
- Chwytałeś się dotychczas najłatwiejszych opcji - czy to w kontekście poznawania kobiet, czy to w kontekście życiowych osiągnięć - rzadko poczyniałeś długotrwałe wysiłki, aby coś zdobyć.
- Odsuwałeś od siebie możliwość realizacji swoich pragnień, mówiąc "ja tego nie potrzebuję, jakoś sobie radzę".
- Marzyłeś o założeniu własnej firmy, ale nigdy nie podjąłeś nawet minimalnego ryzyka w stronę odejścia od bezpiecznej pracy na etacie.
- Chciałeś realizować z kobietą swoje fantazje seksualne, ale przez gardło nie przechodziły Ci słowa zachęty.
To są tylko niektóre ze scenariuszy, jakie pisze samo życie.
Strach przed zmianą
Osoby z powyższych przykładów, zapytane dlaczego taki stan rzeczy wciąż trwał, mówiły "Nie potrafię inaczej, a jednocześnie boję się że przegnę w drugą stronę. Na przykład szef mnie wywali jak mu się sprzeciwię, a moja kobieta uzna że jej nie szanuję, jeżeli opowiem jej o moich łóżkowych fantazjach".
Rysuje się tu kolejna rzecz, którą chciałbym abyś zrozumiał. Nie można w życiu operować na skrajnościach. Pomiędzy skrajnościami jest jeszcze całe mnóstwo pośrednich opcji, z których jedna bądź kilka będą opcjami idealnymi dla Ciebie. Ale bez badania tego obszaru, nigdy do nich nie dotrzesz. Badanie wiąże się z dyskomfortem poznawczym, z robieniem w życiu nowych rzeczy. Bez ruszenia tyłka z miejsca i przy dotychczasowym braku zaufania do siebie, nastąpi eskalacja zjawiska - brak szacunku będzie się pogłębiał.
Jak jeden sposób nie zadziałał, trzeba było znaleźć inny. I dla wielu z nich było pasją to, w czym sukces osiągnęli. Niejeden raz przesadzili w działaniach, ale wystarczyło zwykłe "przepraszam" i upewnienie się, że drugi raz tego samego błędu nie popełnią. Czy się bali? Wielokrotnie. Tylko że potrafili wytrzymać o 5 minut dłużej niż reszta. Czy wiedzieli jaką drogą pójść? Nie zawsze. Wiedzieli gdzie chcą dotrzeć. To wystarczyło.
Dobry przykład złego przykładu
Przez ostatnie kilka lat miałem okazję zaobserwować różne próby uporania się z własną "mięczakowatością". Z brutalnym, życiowym, zdrowym rozsądkiem miały one mało wspólnego. Moim zdaniem były pochodną pragnienia natychmiastowej gratyfikacji. Warto przedstawić skutki tych najbardziej nieudanych, jako punkt do rozważań, a właściwie przestrogę.
Seanse hipnozy - w trakcie których podawano sugestie hipnotyczne w stylu "stajesz się pewny siebie", "stajesz się twardzielem", "jesteś dla kobiety nagrodą", "jesteś jak puma czająca się na ofiarę", albo "przejmujesz cechy Jamesa Bonda". Sama hipnoza to fajna zabawa, potrafi sprawić, że poczujesz się lepiej, ale doświadczenie pokazało, że niekoniecznie przekłada się to od razu na większe kompetencje. Oprócz tego, można sprawić że pojawi się poczucie pewności siebie itp. lecz szybko ono wyparuje, jeżeli nie jest poparte zdrową samooceną, asertywnością i akceptacją siebie - innymi słowy, jeżeli środowisko i samoocena takiego delikwenta wciąż generują w nim strach. Przeczytaj więcej o hipnozie w tym kontekście.
Rytuały magiczne - rytuały zaczerpnięte z różnie postrzeganej magii i ezoteryki, polegające na mentalnym wcielaniu i wczuwaniu się w postacie, które imponują swoją osobą i zachowaniem. Technicznie - zbliżone do mechanizmu hipnozy, gdyż chodziło o uzyskanie odmiennego stanu świadomości.
Adoptowanie wzorców zachowań samca alfa - polegało to na wyszukiwaniu "wzorców zachowań samca alfa" i wcielaniu ich w zachowania godowe. Skutki bywały albo śmieszne, albo groteskowe. Pamiętam sytuację, w której jeden z adeptów ewidentnie obraził kobietę, po czym zadowolony z siebie mówił kolegom "ale jej nega sprzedałem!". W innej sytuacji ktoś źle zrozumiał wskazówkę "zajmuj tyle miejsca ile potrzebujesz", której przekazem jest żeby przyjąć najbardziej swobodną pozycję, i w klubie siedział na sofie rozłożony jak żaba na liściu, zajmując 2/3 sofy. Ale czuł sie jak alfa :). Przykłady można mnożyć. W najbardziej skrajnych przypadkach, delikwent który bardzo chciał być alfa, zamieniał się w buraka. I to gotowanego, gdyż wewnętrznie wciąż był miękki. Nie było emocjonalnego zaplecza które mogłoby takie zachowania wspierać. Takie "JP na 50% bo się boję".
Praca nad własną inner game jest podstawą. Szczerze mówiąc nie widziałem nikogo, kto za pomocą metod obiecujących szybką poprawę sytuacji, osiągnąłby trwałe efekty.
Jakie sa źródła mentalności mięczaka?
Do pełnego zrozumienia źródeł, należy stworzyć definicję - kiedy można mówić o kimś, lub o sobie, per "mięczak". Myślę, że za regułę kciuka, można uznać takie sytuacje, po których traci się szacunek do samego siebie. Rozważania źródeł będą dla każdego z Was indywidualne, a do pracy nad własną inner game w tym zakresie, niezbędne jest zadawanie sobie właściwych pytań:
- Czy szanuję to kim jestem, to że jestem mężczyzną i czy szanuję moje potrzeby?
- Czy w moim pojęciu seksualności są jakieś konflikty, które mogą wynikać na przykład z religii, wychowania, szkoły, etc.?
- Czy w życiu porównuję się do innych i miewam z tego tytułu gorsze samopoczucie?
- Czy umniejszam rolę tego, co dotychczas osiągnąłem w życiu?
- Czy mam wrażenie, że niczego nie osiągnąłem w życiu?
- Czy wobec innych gram swoją rolę, bo boję się że nie spodoba się im moje prawdziwe oblicze?
- Czy uważam że muszę mieć więcej lub być kimś innym, aby się podobać kobietom?
- Czy w życiu za dużo cwaniakuję i wyczekuję najłatwiejszych albo najbardziej osiągalnych opcji?
- Czy potrafię być szczery i z ludźmi i ze sobą?
- Czy wiem czego chcę w życiu, albo czy przynajmniej podjąłem wysiłki aby dowiedzieć się tego?
- Czy rzeczy które chcę osiągnąć pozostają tylko w sferze marzeń, czy zaprzęgnąłem jakiekolwiek metodyczne sposoby na planowanie i monitorowanie osiągnięć?
- Czy duża i otwarta kobieca seksualność jest dla mnie przytłaczająca?
- Czy w życiu kieruję się wzorcami, które narzucają mi media - prasa i telewizja?
- Czy swoje życie przeżywam w pełni, czy oglądam jak żyją inni na ekranie telewizora?
Te pytania nie wymagają prostej odpowiedzi "tak" lub "nie". To są pytania które domagają się kontemplacji, przypomnienia sobie jak to dotychczas było, zastanowienia się dlaczego odpowiadam "tak" lub "nie", jakie przekonania mnie do tego prowadzą. I podjęcia prostej decyzji, czy ta odpowiedź mnie satysfakcjonuje i czy trzeba coś zmienić w tej sytuacji.
Może się też okazać, że samo postrzeganie jest niewłaściwe. Weźmy na warsztat pytanie "Czy umniejszam rolę tego, co dotychczas osiągnąłem w życiu?". Jeżeli porównujemy sie do innych ludzi, i nie prowadzimy swojego biznesu, albo nie mamy Lexusa, to można mieć wrażenie że osiągnęliśmy niewiele. Porównywać się można tylko do samego siebie tydzień temu, rok temu czy pięć lat wstecz. I kiedy przypomnimy sobie ile wysiłku kosztowało nas dostanie się na studia, albo znalezienie pierwszej pracy i zarobienie pierwszych pieniędzy, albo dojście do innych znaczących punktów w życiu - to są rzeczy za które można siebie doceniać. Do tego właśnie Cię zachęcam. Do kontemplowania powyższych pytań w o wiele szerszym kontekście. Realnym kontekście, a nie zafałszowanym obrazami czy sugestiami płynącymi z mediów.
Dobrym wstępem do rozważań na ten temat jest artykuł Steve'a Pavliny - "Co to znaczy być mężczyzną".
Zadawanie właściwych i głębokich pytań jest kluczowe, bo w naszym społeczeństwie mamy tendencję do szukania łatwych albo chwilowych rozwiązań, takiego plasterka na skaleczenie.
Pamiętam rozmowę z jednym znajomym, który opowiadał, że kiedy czuł się źle, nic mu sie nie chciało, miał słabą motywację, sięgał po książkę Tony'ego Robbinsa, "Obudź w sobie olbrzyma". Poczuł się lepiej i na jakiś czas miał nową motywację. Potem motywacja znowu siadała, znowu sięgał po Robbinsa i cykl się powtarzał. Skarżył się przy tym, że życie upływało mu w takiej sinusoidzie, ale generalnie nie posuwało się do przodu, nie rozwijało się. Zadałem mu wtedy pytanie "Słuchaj, Robbins daje dobre wskazówki, ale powiedz mi co jest nie tak w Twoim rozumieniu Robbinsa, że musisz wracać do tych materiałów, żeby się dobrze poczuć? Czy jest to forma ucieczki, przed tym, że boisz się wziąć za bary z tym co życie przynosi?" Po tym pytaniu zapadła cisza... Długo czekałem na odpowiedź. Szczerą odpowiedź.
Co i jak mogę zmienić?
W tym akapicie, artykuł robi się reklamą szkoleń Balls Revolution, gdyż nie znam Ciebie, czytelniku, i nie znam źródeł tego co Ciebie ukształtowało. W poprzednich akapitach, dołożyłem starań, aby przekazać Ci maksimum tego, co można przekazać w artykule, oraz zawrzeć najbardziej ogólne punkty do rozważań po Twojej stronie. Przy osobistym kontakcie na szkoleniach, podczas dyskusji i obserwacji Ciebie, mógłbym powiedzieć o wiele więcej i dać Tobie bardziej precyzyjne wskazówki.
Niemniej jednak - korzystaj z powyższego, bo przy odrobinie wysiłku mentalnego, przy głowie oczyszczonej z medialnych śmieci i przy skupieniu się na tym, czego Ty konkretnie chcesz - sprawy mogą przybrać ciekawy obrót.
A z czasem, koncepcja siebie i pojęcie "mięczaka" będą coraz bardziej rozłączne.
Czego Tobie życzę.
- Tupak










