Maciek - wrażenia z warsztatów indywidualnych
Mój początek z projektem BR zaczął się rok temu. Mój kumpel pojechał do Tomka na szkolenie, po moich rozmowach z nim zacząłem się zastanawiać "a może ja też pojadę.. ?"
Szykowałem się bardziej psychicznie niż finansowo, strach i niepewność czy to jest coś dla mnie, czy obcy Koleś jest w stanie mi pomóc w relacjach z kobietami. Już chciałem się umawiać na szkolenie, ale okazało się że, Tupak wyjeżdża więc szkolenie przeszło mi koło nosa. Rok czasu spędziłem na czytaniu newsleterów, książek i analizowaniu ich z kumplem. Minęło to wszystko jak z bicza strzelił.
Tomek wrócił, więc moja wizja szkolenia znów nabrała kolorów. Zaparłem się i nie ma odwrotu. Dzień przed wyjazdem zakup biletu, ostatnie słowa otuchy i ……….wciąż nie wierzę, że jadę.
Pierwsze spotkanie, prawie co nie wpadliśmy na siebie w wejściu do sklepu. Dziwny spokój czułem w sobie. Tomek jeszcze wtedy palący zrobił zakup fajek, dorwaliśmy miejsce kawiarni i się zaczęło…. Najpierw analiza moich pytań na które musiałem odpowiedzieć przed wyjazdem i oczywiście obalenie większości z nich jak nie wszystkich. I na tym się nie skończyło, jakieś szamanko i pierwsze podejścia (zadania) stosunkowo łatwe z perspektywy czasu. I właśnie po obaleniu tych moich uwarunkowań, podejścia były dla mnie świetną zabawą, bo w końcu o to chodzi. Banan na twarzy nie tylko u mnie ale i u Kobiet coś cudownego. Pierwszy etap zakończyliśmy, ale to nie koniec pierwszego dnia. On dopiero się zaczynał dla mnie.
Wieczór, wtedy dopadł mnie delikatny stres. Spotkanko w wyznaczonym miejscu, idziemy do miejsca niespodzianki. I tam znów kolejne zadanie, ciężkie?! było owszem ale i męczące. Z tego miejsca był czas i na klub. W klubie, na samym początku obeznanie terenu dla mnie nowego i podejścia. Dodam że, to był mój pierwszy raz kiedy bez alkoholu w klubie podchodziłem i dobrze się bawiłem. Parę słów Tupaka i "jedziesz..". Pierwsze podejście nie zbyt udane. Kolejne podejścia z większymi sukcesami. Po każdym udanym czy nie udanym podejściu – korekta co robie źle, co musiałbym zmienić, co było ok. Może rozmowy nie trwały nie wiadomo jak długo, ale to było to "podchodziłem i rozmawiałem". Wcześniej sprawiłoby mi to znacznie więcej problemu, albo zacząłbym się zastanawiać jak, co powiedzieć i na tym by się skończyło. Najcudowniejsze w tym dniu było, że widziałem uśmiech na twarzy Kobiet – aż chce się krzycz eć chwilo trwaj.
Drugi dzień spotkanko, kolejna porcja teorii i filmów poglądowych. Wieczorkiem do klubu znów zawitaliśmy z tym jednak problemem, że w głowie nie wiedzieć czemu wbiłem sobie " kurde nie pójdzie tak świetnie" i tak też się stało – samospełniająca się przepowiednia. Po rozmowie z Tomkiem i moim niezłym wk*rwie na samego siebie końcówka wieczoru przechyliła szale na moją stronę. Z czego byłem naprawdę zadowolony. Ostatnie podejście tego wieczoru, dwie ładne kobiety, które na raz próbują ze mną rozmawiać.
A na sam koniec o mentorach. Niesamowicie spójni z tym co mówili, nie dostrzegłem podczas szkolenie jakichkolwiek prób manipulacji z ich strony. Jeśli pojawiło się coś niezrozumiałego starali mi się to w zrozumiały sposób przedstawić. W ich towarzystwie nie czułem stresu ze swoją niewiedzą. Szkolenie pomogło mi obalić moje największe stereotypy, moje uwarunkowania które przeszkadzały mi w relacjach z kobietami. Wyznaczyć kierunek rozwoju. Każde poglądy mają "swój termin ważności do spożycia", straciły ten termin po szkoleniu.
PS. Pozdrawiam wszystkich których spotkałem na mojej drodze podczas kursu jak i Tomka przez którego trafiłem do Tupaka na szkolenie.



