Kuba - wrażenia z warsztatów indywidualnych
Z tematyką związaną z szeroko rozumianym uwodzeniem zetknąłem się już dość dawno. Między innymi poznawałem techniki oparte o NLS i próbowałem to wszystko wprowadzać w życie. Byłem zdziwiony, że nie szło mi tak, jakbym sobie życzył. Dużo lepiej wychodziło mi spontaniczne i instynktowne uwodzenie. Niestety, nie wiedziałem dlaczego czasami idzie mi jak po maśle a innym razem wykładam się już w przedbiegach. Dlaczego czasami miałem sukcesy z pięknymi kobietami a wiele razy przystawiało mnie z przeciętnymi. Zastanawiałem się od czego to zależy? Powoli zacząłem zdawać sobie sprawę, że ten problem musi być gdzieś we mnie. Tylko gdzie? I jak go zidentyfikować?
Niedawno na którymś z forum przeczytałem ciekawie napisany artykuł przez niejakiego Tupaka. Był tam też link do jego strony, z którą natychmiast zapoznałem się od deski do deski. I zdałem sobie sprawę, że to chyba jest to! Spotkaliśmy się na indywidualnym, trzydniowym szkoleniu w Warszawie i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Pod wrażeniem zarówno co do osobowości Tupaka jak i do jego sposobu podejścia do uwodzenia. Utwierdziłem się w przekonaniu, że techniki i wszelkie manipulacje to kręta droga prowadząca raczej do nikąd. Na technikach można się łatwo wyłożyć - chyba, że te techniki potrafimy wtopić w swój styl bycia i system wartości. Jak mawiali starożytni Czechosłowacy: utrzymuj wszystko w prostocie! I właśnie tę prostotę ukazał mi Tupak. Od razu zaznaczam, że jeśli coś jest proste to nie znaczy łatwe. Ta prostota trochę zburzyła moje dotychczasowe przekonania o relacjach z kobietami, choć były one całkiem poprawne.
Nim spotkaliśmy się na szkoleniu miałem za zadanie napisać o swoim życiu, a w szczególności o życiu towarzyskim. Muszę przyznać, że pytania były trudne. Ich bezpośredniość i prostota były powalające. Po raz kolejny przekonałem się, że jakość życia zależy od jakości zadawanych sobie pytań. Trochę się nagłowiłem aby wykonać to zadanie sensownie. Ale dało mi to wiele do myślenia. Zacząłem sobie uświadamiać, że prawdopodobnie na szkoleniu Tupak skupi się na pomocy w wyeksponowaniu moich najlepszych cech ułatwiających naturalne uwodzenie. I tak było.
Przed spotkaniem z Tupakiem byłem osobą, która słyszała, że dzwonią ale nie wiedziała w którym kościele. Miałem rozsypane elementy tej składanki. O wielu istotnych zasadach uwodzenia niby wiedziałem lub słyszałem wcześniej, niemniej Tupak pomógł mi zapanować nad całością i ogarnąć ją tak, abym zobaczył pełną wyrazistość procesu uwodzenia oraz bycia prawdziwym mężczyzną. Tak, bycie prawdziwym mężczyzną to jest całe sedno uwodzenia kobiet. Trzeba skupić się na sobie i myśleć głównie o sobie. Trzeba zdać sobie sprawę, że kobiety nam nie pomogą, że żadna z nich nie zatroszczy się o nas mężczyzn i że musimy liczyć tylko na siebie. Bo kobiety nie są od pomagania nam. One po prostu na nas czekają.
Po zapoznaniu się z koncepcją Tupaka doszedłem do wniosku, że najistotniejsze to pójść w kierunku spójności wewnętrznej, przemyślanego stworzenia własnego świata, własnego stylu życia i harmonijnego wizerunku. Już dawno zauważyłem, że nie należy uzależniać się od kobiet. Teraz to widzę jeszcze lepiej i wiem już dlaczego tak jest. Po prostu trzeba wyluzować i spokojniej spojrzeć na te cudowne, intrygujące istoty. Kobiety mają być pięknym dodatkiem do naszego męskiego świata i to tak, aby nam go nie przesłaniały, a nie odwrotnie. Kobiety nie mogą być naszym celem w dążeniu do szczęścia, bo szczęście jest tu i teraz... Szczęście to stan ducha w czasie teraźniejszym. Szczęście ma się w sobie... albo się go nie ma... a wtedy to jest problem. Niby proste... a jakże trudne do wprowadzenia w życie...
Czy warto było poświęcić te trzy dni na naukę odmiennego ale jakże naturalnego podejścia do relacji z kobietami? Nie odpowiem wprost, bo była by to zwykła kryptoreklama. Ale jeśli już dotarłeś na tą stronę i czytasz moje wrażenia ze szkolenia to zapewne zastanawiasz się jak smakuje poznanie tajemnicy naturalnego uwodzenia? Swoją drogą, czy może być coś przyjemniejszego niż delektowanie się coraz wykwintniejszymi daniami z poezji kobiecych smaków? Poznawanymi w coraz bardziej niezwykłych okolicznościach, i przyrządzanymi według Twojego własnego przepisu. Czy może być coś przyjemniejszego niż kierowanie całym tym procesem zagotowywania i przypiekania na palecie kobiecych emocji? Albo czy może być coś przyjemniejszego niż samemu zostać smacznym kąskiem dla niezwykłej kuchmistrzyni? No dobrze, ale problem zapewne w tym, że nie znasz jeszcze najważniejszej z przypraw..., którą jesteś Ty sam... A to właśnie ta przyprawa daje najwięcej ostrości smaku i całej pikanterii w damsko - męskich relacjach.
Pozdrawiam,
Kuba



